środa, 19 lipca 2017

ramka na zdjęcie

To nie będzie taka zwykła ramka!

To bardzo spersonalizowana, rodzinna ramka na zdjęcie:)

Skąd pomysł? Przyznam się od razu - pomysł narodził się po obejrzeniu kursu Inki na nową odsłonę koszyczka po truskawkach
Koszyczek mnie zauroczył, nie wykluczam, że też zrobię sobie podobny :D

Póki co zioła opanowały kuchnię, lawenda zaś króluje w mojej sypialni (widać to dość dobrze w tym poście). 
Postanowiłam więc zrobić sobie stylową, ozdobioną lawendą rameczkę na zdjęcia. 

Początkowo chciałam kupić 4 pojedyncze, jednakowe, niewielkie ramki; w jednym z sieciowych sklepów zobaczyłam "na promocji" tę multiramkę i pomyślałam, że nada się znakomicie.

Rama była biała, naśladując Inkę za pomocą suchego pędzelka czarną farbką akrylową zrobiłam kilka plamek.
Do ozdoby przygotowałam też sznurek, jutę oraz naturalny korek, z którego wycięłam serduszko. Zamiast serwetek z  lawendowym motywem postanowiłam wykorzystać bukiecik prawdziwej, pięknie pachnącej lawendy, którą zerwałam w ogródku. 

Ale to jeszcze nie koniec historii.
Dawno temu na zajęciach ceramicznych zrobiłyśmy z Córcią serduszka na których umieściłyśmy literki składające się na imię MAJA. Połączone wstążeczką, ozdobione kokardką wisiały w pokoju Małej, aż zechciała się nimi pobawić, zdjęła ze ściany i ... stłukła jedno A...
Zostało M JA, bez sensu całkiem, ale żal było wyrzucić...
Gliniane serduszka wielkości ok 5x5cm, z odciśniętą koronką, wypalone i po części szkliwione. Schowałam je z nadzieją, że znajdę dla nich kiedyś jakieś zastosowanie. Niedawno wzięłam ponownie w ręce i doznałam olśnienia: J,A,M  - wystarczyło odwrócić kolejność i literki pięknie ułożyły się w inicjały naszych imion! 

I te właśnie serduszka wypełniły trzy z czterech miejsc w mojej ramce. Podkleiłam je kawałkami tapety z „deskowym” wzorem. W ostatnim polu zostało miejsce na zdjęcie naszej trójeczki. Wkleję je tam niebawem.

Póki co rameczka prezentuje się tak, można ją postawić albo powiesić, jeszcze nie zdecydowałam, gdzie znajdzie swoje stałe miejsce.

Lawenda zasuszy się, nieco zmniejszy objętość i zmieni barwę, a w przyszłym roku można będzie ją wymienić na świeżą. 











niedziela, 16 lipca 2017

sutaszowy wisior w kolorach ziemi

Z takim właśnie wyzwaniem przyszło mi się zmierzyć na prośbę mojej Przyjaciółki.

Chciałam stworzyć dla niej coś wyjątkowego, eleganckiego i nietuzinkowego.


Wybrałam piękny, wzorzysty kaboszon. Brązy z dodatkiem pomarańczu, beżu i turkusu ułożone w kształt mandali.

Dobrałam do tego szklane i drewniane koraliki, sznureczki w odpowiednich barwach i uszyłam taki oto sutaszowy wisior.

Jak Wam się podoba?
Niełatwo było go sfotografować...

Oj, wciąga mnie ten sutasz coraz bardziej. Uwielbiam:)
Mam głowę pełną pomysłów i już pod igłą następny!




Pozdrawiam i życzę udanej niedzieli:)

środa, 12 lipca 2017

haft na pamiątkę

Tym razem chciałam pokazać obrazek, jaki przygotowałam specjalnie dla Wychowawczyni mojej Córki, w podziękowaniu za naukę i opiekę w ciągu trzech jej pierwszych lat w szkole.



Długo zastanawiałam się, jaki motyw wybrać.
W końcu postawiłam na obrazek przedstawiający trzy dziewczynki - maleńką na wózeczku, średnią, z kolorowymi balonikami i najstarszą.

Tak mi się jakoś osobiście skojarzyło...

Moja Córcia trafiła do szkoły zaledwie 3 dni po swoich szóstych urodzinach, była jeszcze taka mała i bezradna, pełna nadziei ale i obaw, potrzebowała wsparcia i opieki.
Później, stopniowo zaczęła swobodnie czerpać z zajęć szkolnych, jednakowo ciesząc się i nauką, i zabawą.
Teraz ukończywszy już klasę trzecią, wyposażona w podstawową wiedzę i umiejętności przechodzi w kolejny etap edukacji...żegna się ze swoją pierwszą wychowawczynią!

Ponadto na wybór tego właśnie wzoru wpływ miał również fakt, że p.Iwona jest szczęśliwa Babcią trzech wnuczek:)

No i, nie bez znaczenia był zestaw kolorystyczny;  chciałam, żeby pasował do zieleni ścian w mieszkaniu Pani Wychowawczyni.

Wzór kupiłam dawno, dawno temu w pasmanterii. Obrazek wyhaftowałam kordonkiem.

Do haftu dobrałyśmy drewnianą zieloną ramkę o fajnej fakturze. 

Z tyłu nakleiłyśmy własnoręcznie napisane przez moją Małą podziękowanie dla Pani.

Obrazek bardzo się podobał, mam nadzieję, że długie lata będzie przypominał o naszej wdzięczności:)




niedziela, 9 lipca 2017

wakacyjna poduszka

Moja Córcia na samym początku wakacji pojechała na pierwszy samodzielny wakacyjny wyjazd.

Ponieważ już po wszystkim, wróciła szczęśliwie, mogę się przyznać teraz, że bardzo się stresowałam!
Tak to już jest, że choć staram się być rozsądną matką, dającą dziecku swobodę i możliwość samodzielnego zdobywania doświadczeń, mimo wszystko jednak wolę być blisko...

Tym razem jechała na cały tydzień "kompletnie bez mamy", kilka dni poświęciłam więc na odpowiednie spakowanie jej- tak, żeby była gotowa na każdą ewentualność.

Uczestników wyjazdu należało wyposażyć miedzy innymi w śpiwory i poduszki.
Nie mogłam się zdecydować, czy powinnam spakować dużą, tradycyjną poduchę, czy małego jasieczka, żaden wybór nie wydawał mi się dość dobry.

Dlatego postanowiłam uszyć coś "pomiędzy", specjalnie na tę okoliczność.


Z dużej poduszki (70x80cm) odcięłam co nieco, uszyłam wsad o wymiarach 40x70cm. Ponieważ Mała lubi mieć twardo pod głową, mimo iż wielkość poduszki zmniejszyłam o połowę, wpakowałam do środka niemal całe wypełnienie.

Na wierzch uszyłam patchworkową poszewkę z kocim motywem.

Koty to u nas ostatnio bardzo ważny temat, nasza kotka uszczęśliwiła nas bowiem czwórką maluchów. Sporo było z nimi zamieszania ale i sporo radości. Na szczęście wszystkie znalazły już nowe domy a nasze życie wraca do starego rytmu.

Wracając do poszewki: bawełniane tkaniny w odcieniach czerwono-szaro-białych.
Wierzch trójwarstwowy, z ociepliną w środku, pikowany.

Z pomocą mojej ulubionej "wędrującej stopki" wyszyłam na wierzchu imię Małej.

Tkaniny na tył poduszki zszyłam z pomocą tzw szwu francuskiego - bardzo staranny i elegancki sposób łączenia tkanin.
Poszewka zasuwana jest na zamek błyskawiczny.

Poduszka sprawdziła się bardzo dobrze, Mała pochwaliła, że było jej miło i wygodnie.





I na koniec jeszcze zdjęcia naszej Cynki i jej maluchów. 
Każdy inny a wszystkie cudne! 
Aż chciałoby się zatrzymać je wszystkie...



poniedziałek, 3 lipca 2017

granatowy wisior sutaszowy

Dziś chciałam się pochwalić moim trzecim z kolei sutaszowym wisiorem.
Z tego jestem szczególnie dumna!

Uszyłam go sobie 2 dni przed komunią mojej Córci, kiedy przymierzywszy całą kreację stwierdziłam, że czegoś właśnie brakuje mi na szyi...

Miałam granatową sukienkę z dużym dekoltem i tak się akurat fajnie złożyło, że i niebieski kamyk, i odpowiednie sznureczki i nawet pasujące koraliki też!

Pracowałam do późnej nocy, ale - przyznam nieskromnie - efektem byłam zachwycona! 
Po raz pierwszy miałam na sobie coś przygotowanego własnoręcznie na tak ważnej uroczystości...

Pierwszy raz spróbowałam swoich sił w pleceniu koralikowej osłonki na kaboszon - chyba nieźle mi poszło?

Na zdjęciach nie bardzo to widać, ale sznureczki są w różnych odcieniach koloru niebieskiego, małe i podłużne koraliki zaś ślicznie błyszczą i mienią się w różnych kolorach - jak ogon pawia - głównie zielonym, niebieskim, czarnym. 

Wisiorek nie jest duży, ma ok 5x3 cm.

Bardzo lubię go nosić :)



Zdradzę Wam, że wczoraj skończyłam kolejny sutaszowy wisior, jak dotąd największy i najbardziej skomplikowany, pokażę go wkrótce. 

piątek, 30 czerwca 2017

komplecik do wózka dla małego chłopca

Witam w ten wietrzny poranek.

Słonko świeci mocno, ale i wiatr szaleje, oglądam właśnie w tv migawki przedstawiające skutki wczorajszych nawałnic - nie wygląda to dobrze...

Ja za to chciałam pokazać dziś komplecik, jaki uszyłam w prezencie dla małego Grzesia.


Komplecik składa się z niezwykle przydatnego i wygodnego motylka - podusi podtrzymującej główkę maluszka w różnych sytuacjach, szczególnie w foteliku samochodowym.
Kolejny raz szyjąc to proste, ale jakże ułatwiające życie cudo zastanawiam się, czemu nie było takich, kiedy moja Córcia była mała...

Do kompletu doszyłam cieniutki, dwuwarstwowy kocyk, którym można okryć maluszka podczas drzemki w letnie wieczór.

Wierzch kocyka uszyty metodą patchworkową, z bawełnianych tanin w odcieniach koloru niebieskiego, z aplikacją imienia chłopca.
Spód z mięciutkiego minky.
Kocyk ma wielkość ok 60x70 cm, w sam raz dla maluszka.




Kolorkami komplecik wpisuje się w czerwcową zabawę artystek-kolorystek u Danusi.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

świętojańskie wianki

Dopiero co pokazywałam Wam wianuszki przygotowane przeze mnie na zakończenie oktawy Bożego Ciała. Pisałam, że bardzo lubię je robić, szczególnie ze względu na zapach ziół, które do nich wplatam i które - nie da się ukryć - uwielbiam!

Może dlatego tak ochoczo zabrałam się za wyplatanie kolejnych, nieco innych, ale równie (jeśli nie bardziej )urokliwych - wianków świętojańskich!



Pozwolę sobie zacytować samą siebie, sprzed roku (klik):
Noc świętojańska, noc Kupały, pradawne, słowiańskie święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości!
W Krakowie znane, lubiane i bardzo popularne WIANKI
W tę magiczną noc dziewczęta na wydaniu wiły wianki i puszczały je w nurty rzek – w taki sposób usiłowano wywróżyć szybkie zamążpójście lub staropanieństwo. Miały one odstraszać złe duchy, chronić przed chorobą i gwarantować dobre zamążpójście.

W tym roku postanowiłam zrobić podobne wianuszki dla mnie i dla Córci :)
Nie całkiem z nas "panny na wydaniu", ale co tam!
Spacer bulwarami Wisły tuż pod Wawelem w ten wyjątkowy, sobotni, świętojański wieczór zasługuje na szczególną oprawę, a specjalna "magiczna ochrona" nigdy nie zaszkodzi! 

Spacerowałyśmy więc radośnie i dumnie, rozsiewając wokół nie tylko cudny zapach, ale i optymizm i radość! Pozdrawiałyśmy się z innymi podobnie udekorowanymi spacerowiczami, odwzajemniałyśmy uśmiechy i inne dowody sympatii także od tych bez wianków :)
Cudnie było!


W niedzielę zaś miałyśmy ogromną przyjemność uczestniczyć w imprezie plenerowej organizowanej w naszej Gminie:  "Wianki Czernichowskie – Święto Kiełbasy Lisieckiej”.
Podczas uroczystości zorganizowano konkurs  "Na najpiękniejszy wianek świętojański", nie mogłyśmy nie wziąć w nim udziału!

Wybrałyśmy się więc na spacer, z którego wróciłyśmy z naręczem różnych kwiatów, liści i ziół, nazrywałyśmy też roślinek w naszym ogrodzie i uplotłyśmy nasz największy jak dotąd wianek. 
Tym razem - ponieważ jednym z kryteriów konkursowych było to, aby wianek unosił się na wodzie- jako podstawę wykorzystałyśmy gotowy wianek ze słomy, na którym za pomocą kleju na gorąco umocowałyśmy wymaganą świecę. 



Z przyjemnością ogłaszamy, że nasz wianek zdobył wyróżnienie!
W nagrodę otrzymałyśmy tradycyjne, lokalne wyroby: miód i kiełbasę oraz kubeczek i parasol z logo gminy, prezenty bardzo nam się podobają! 
Raz jeszcze dziękujemy organizatorom i sponsorom za całą, wyjątkową imprezę!