Niedawno zadano mi pytanie, jaki owoc lubię i cenie najbardziej.
Na początku pomyślałam o truskawkach: uwielbiam je, jadam na 1000 różnych sposobów, w sezonie zawsze trudno zrealizować mi wszystkie na nie pomysły. I zaraz potem konkluzja: jeżeli mam z nimi do czynienia tak krótko, czy zasługują na miano tych najbardziej ulubionych?
I zaraz odpowiedź nasunęła się sama - cytryny!
Owoc, który mam u siebie na okrągło, cały rok.
Co dzień rano wypijam szklankę ciepłej wody z dużą ilością soku z cytryny i szczyptą chili - taki mały prezent dla mojego organizmu, rewelacyjnie wpływa na zdrowie, wspaniały początek dnia.
Soku, czasami skórki dodaję do herbaty, surówek i sałatek, ciast i deserów, oj, długo byłoby wymieniać do czego jeszcze! Cytryna jest zdecydowanie moim najbardziej ulubionym owocem.
Kilka dni później zobaczyłam na blogu Danusi lutowe wyzwanie; stworzenie pracy w cytrynowym kolorze. Nie mogłam nie dołączyć do zabawy!
Nie namyślałam się długo. Uszyłam kolejny piórniczek; do kompletu niedużą kosmetyczkę.
Właściwie nazwa "kosmetyczka" nie jest najlepsza: ten gadżet będzie pełnił funkcję wygodnego schowka dla różnych ważnych "świstków" itp., żeby nie zagubiły się w dużej, damskiej torebce. Nie ma jednakże innej, bardziej właściwej nazwy, przynajmniej mnie nic bardziej trafnego się nie nasuwa.
Wybrałam bawełniane tkaninki: żółtą i czarną w białe kropeczki na wierzch, jasno-żółtą na podszewkę.
Zarówno piórnik, jak i kosmetyczkę ozdobiłam białą koronką i czarną, atłasową wstążeczką.
Przy suwaczku zamka, dla większego komfortu użytkowania zaczepiłam żółtą i czarną wstążeczkę.
Zachęcam do oglądania innych blogów, na których znajdziecie inne, zgłoszone do zabawy "cytrynowe" prace.